Kochane społeczności

24.05.2013
Wykres

Kochane społeczności

Jak szybko można stać się sławnym wie nie tylko Kasia Tusk, Ewelina Lisowska, czy nieszczęsna ,,Baba z Radomia”.

Co dzieje się z ludźmi, którzy stają się bohaterami portali prześmiewczo-sarkastycznych nikogo raczej nie obchodzi, gdyż właśnie odkryto nowy, tani i trafiający do odbiorcy przekaz. Rzeczowo i profesjonalnie rozszerzy temat Dyrektor Zarządzający Tribal DDB, Michał Rutkowski na czerwcowym Forum IAB 2013 podczas konferencji pt. ,,Marketing: co się klika, a co nie”. Nie zaszkodzi jednak wdrożyć się lekko w temat, gdyż pieniędzy i marketingu nigdy za wiele.



Gwoli ścisłości należy wyjaśnić o co chodzi. Nowy sposób reklamy to wykorzystywanie w spotach postaci, sytuacji lub sloganów, zaczerpniętych z życia kolorowej masy, najczęściej tej w wieku 15-30 lat. Po inspiracje tego typu najczęściej sięga się do portali społecznościowych, plotkarskich i humorystycznych ,,zabijaczy czasu”, przy których pracuje jedynie nasz scroll na myszce.


Sprawdź program Forum IAB 2013 >>>



Po pierwsze zastanawia dlaczego ta reklama jest tak ,,fajna”. Z jakiego powodu reklamodawcy stawiają na tego typu przekaz? Jak nie wiadomo o co chodzi… Skupmy się jednak na sferze mniej materialnej. Większość cieszących się popularnością portali tworzy swoją społeczność. Jest tak w przypadku na przykład blogów o różnorodnej tematyce, gdzie fani tworzą swój język, spotykają się lub biorą wspólnie udział w zorganizowanych już eventach. Bezpardonowe wejście do takiej grupy nie jest raczej proste, jednak subtelne działanie, podkręcanie, promowanie jest już lepiej przyjmowane. Reklama ma jednak trafić do mas, więc korzystniej jest zaczerpnąć z witryny co najmniej znanej większości osób z konkretnej grupy wiekowej. Załóżmy, że firma wykorzystuje do swojej reklamy znany slogan pojawiający się od kilku tygodni w sieci. Umieszcza go na bilbordach i czeka na efekt. Odbiorcy zaczynają pytać jedni drugich, czy widzieli już tą śmieszną reklamę na największej krzyżówce w mieście, bo wrzucili tam tekst załóżmy o ,,tym śmiesznym gościu”. Reklama wchodzi do sfery zbudowanej społeczności, która rozumie ją, przyjmuje i zaczyna być dumna z tego, że to właśnie ona jest na tyle ciekawa, że warto brać z niej przykład. Członkowie grupy, której styl reklama propaguje, chcą pokazać, że są członkami tej zbiorowości. Zaczynają wiec pokazywać to, korzystając z produktu reklamowanego ich stylem. Produkt staje się coraz bardziej rozpoznawalny. Kolejne osoby chcą być ,,na topie”, korzystają z produktu i fala rozprzestrzenia się jak zaraza. Sukcesem jest zatem dobre rozpracowanie psychologii danej grupy. Trzeba pamiętać, że jest to sfera delikatna i nikt nie lubi intruzów w stadzie, dlatego trzeba tak zaczerpnąć by nikt nie poczuł się okradziony.



Wszystko byłoby cudownie, gdyby nie ryzyko jakie niesie ze sobą tego typu reklama. Zadowoleni odbiorcy poznali, zaakceptowali i przyjęli produkt jako swój. Jest jednak reszta ludności, która nie należy do wspomnianej społeczności. Mogą pojawić się różne rodzaje oddźwięku na przekaz. Po pierwsze niezrozumienie; ktoś kto nie zna witryny, z której reklama jest zaczerpnięta, pominie dany spot. Po drugie inne grupy, które także chciałyby być na topie mogą poczuć się niedowartościowane, niedostrzeżone, więc nielicznie i niechętnie przyjmą produkt albo (co jest bardziej pewne) odrzucą go.



Oczywiście kto nie ryzykuje ten nie ma, dobra reklama nie jest zła, a taka, która subtelnie bazuje na uczuciach może trafić w samo sedno sukcesu. Tak już jest, że to co dotyka sfery mentalnej przemawia do nas najbardziej. Trudno definitywnie stwierdzić, czy wykorzystywanie tego przez tzw. ,,speców od reklamy” jest kategorycznie złe. Potrzeba przynależności do grupy i poczucia wspólnoty jest trzecią w kolejności, wg Maslowa, najważniejszą rzeczą, jaką potrzebujemy do życia. Jak się okazuje też jednym ze złotych kluczy do taniej reklamy, ponieważ podobno uczucia są bezCENNE…



Aleksandra Falkowska